Marta Wawrzyn

Wojnę w Gruzji wygrał McCain

sierpień 11, 2008 · Liczba komentarzy: 7

Ameryka ma już swojego zwycięzcę wojny na Kaukazie. To John McCain, kandydat Republikanów w wyborach prezydenckich.

Baracka Obamę średnio interesuje polityka zagraniczna. W piątek, dzień po wybuchu konfliktu na Kaukazie, kandydat Demokratów wyjechał na urlop. Wcześniej ograniczył się do dwóch krótkich oświadczeń dotyczących wojny. W pierwszym wezwał obie strony do zaprzestania walki. Winnego nie określił. Wyraźnie bał się choćby użyć słowa “Rosja”.

Zmusił go jednak przeciwnik polityczny, który bezpardonowo powiedział prawdę: winny jest tu tylko jeden i jest nim Rosja. McCain wezwał Moskwę do zaprzestania ataku, a władze USA i UE do zdecydowanej reakcji. Obama nie miał wyjścia. Sprawdził szybciutko, o co w tym wszystkim chodzi i za chwilę miał już nowe oświadczenie, zadziwiająco podobne do tego, które już wygłosił Republikanin.

Na tym udział Obamy w konflikcie kaukaskim chwilowo się zakończył. Senator z Arizony dwoi się tymczasem i troi, by media zauważyły, że się zna. I że to on powinien być tym, który odbierze czerwony telefon dzwoniący w Białym Domu w środku nocy. Po pierwszych, ogólnikowych słowach przyszła kolej na więcej. Dziś McCain ma już cały plan działań dyplomatycznych. Nieważne jaki ani czy sensowny. Ważne, że jest. Ważne, że media mają o czym mówić.

Senator z Arizony mówi m.in. o koniecznym spotkaniu ministrów grupy G-7 celem przedyskutowania kryzysu. Właśnie tak, G-7. Media mogą więc przy tej okazji do woli przypominać, że McCain chce wykluczenia Rosji z G-8. To chwytliwe hasło, zwłaszcza że Amerykanie nie mają wątpliwości, kto w konflikcie na Kaukazie jest tym złym. Zbigniew Brzeziński mówi o powtórce z ataku na Finlandię, inni przypominają Węgry ‘56, jeszcze inni Polskę ‘39. Amerykanie nie muszą wiedzieć, co to takiego ta “Georgia” i o co w tym wszystkim chodzi. Są jednak pewni, że nagrzeszyła Rosja - bo zawsze grzeszy Rosja.

Antyrosyjski senator chętnie więc przypomina o swoim istnieniu i kwalifikacjach, sypie pomysłami i czeka na skok w sondażach. Już teraz ponad połowa Amerykanów wskazuje właśnie jego jako lepszego wodza naczelnego. Obamę – zaledwie 25%. Im dłużej polityka zagraniczna i bezpieczeństwa pozostanie najważniejszą sprawą, tym więcej zyska McCain. Wojnę w Gruzji już wygrał. A Obama robi, co może, by rozmiary tego zwycięstwa były jak największe. Aż się HuffPost zatroskał :)

→ 7 CommentsKategorie: Ameryka · Polityka · Świat

Świat znów zszedł na psy

sierpień 9, 2008 · Liczba komentarzy: 2

Back to work, back to reality.

Przeglądam zaległe niusy i zadziwia mnie dzień wczorajszy. Ceremonii otwarcia igrzysk widziałam ledwie kawałek, ale była to jedna z największych rzeczy, jakie w życiu oglądałam. I chyba zaczynam się bać. Współzależności gospodarcze to jedno. Nie da się zaprzeczyć ich istnieniu. Ale mam wrażenie, że sprzedajemy swoją przyszłą wolność za tanie majtki. Może nie dziś, może nie za 5 lat, nawet nie za 10 - ale Chiny naprawdę będą rządzić światem. Dzięki nam.

Wojna w Gruzji - pokaz hipokryzji i słabości rosyjskiego kolosa. Czeczenia była “wewnętrzną sprawą Rosji”, Osetia wewnętrzną sprawą Gruzji już nie jest. Giną rosyjscy żołnierze, więc wybucha wojna. Pierwsze pytanie rozsądnego człowieka: co, do ciężkiej cholery, robili rosyjscy żołnierze na terytorium Gruzji!? Po co Putinowi ta awantura, też nie wiem. Chce zrobić wrażenie na świecie, atakując malutkie państewko? To ma być pokaz siły? O jeny. I jeszcze jedno. Gdzie jest Bush? Gdzie jest NATO? Gdzie jest ONZ? Gdzie jest olimpijski pokój?

Do tego wszystkiego katastrofa pociągu Kraków-Praga. Trochę się nim najeździłam. Moi znajomi w nim byli wczoraj, kumpel jechał na weekend ze swoją laską do czeskiej stolicy. Jechali z tyłu, prawie nic nim nie jest. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.

To był zdecydowanie dzień przykrych niusów. Na zakończenie jeszcze okazało się, że John Edwards, przykładny tatuś i małżonek chorej na raka Elizabeth, faktycznie miał kochankę. Wyszło szydło z worka, choć amerykańskie media uparły się milczeć. No to po Edwardsie. Płakać nie będę, jednego populistę mniej przynajmniej - ale ogrom hipokryzji na szczytach polityki jest przerażający.

Można dostać depresji od samego czytania nagłówków. A może ktoś ma jakiegoś pozytywnego niusa?

→ 2 CommentsKategorie: Cała reszta · Polityka · Społeczeństwo · Świat

O rasistach i idiotach

sierpień 3, 2008 · 1 komentarz

Przejechał się sztab Obamy, oj, przejechał! Próbował wmówić wyborcom, że każda próba krytyki Obamy (w tym przypadku reklamówka “Celeb”) to już rasizm. I nie wyszło.

Według nowego sondażu Rasmussena, jedynie (aż?) 22% Amerykanów uwierzyło w te brednie. Za rasistowski uznano za to komentarz Obamy, który powiedział, że Republikanie będą nim straszyć ludzi, bo nie wygląda jak typowy prezydent z banknotu dolarowego. Ta wypowiedź podpadła aż 53% badanych przez Rasmussen.

Zarzucanie rasizmu czarnemu wydaje się cokolwiek nie na miejscu. Trudno jednak nie zauważyć, że Obama jeśli tylko może, gra kolorem swojej skóry, domagając się z jej powodu przywilejów. Jak widać, większości Amerykanów nie spodobało się to, że polityk, który chce być ich przywódcą, uważa, iż należy mu się specjalne traktowanie.

Sztab Obamy nerwowo zareagował na trafny prztyczek w nos ze strony McCaina. Od razu to poczuł w sondażach. I dobrze, bo jęczenie, że boli, argumentem nie jest. Dziwi mnie tylko, że 22% społeczeństwa daje się robić w konia. Cóż, być może to niedużo. Jednak jeśli wziąć pod uwagę, że w klipie McCaina dopatrzeć się można różnych przewin, ale nie ma tam nic, co pozwalałoby posądzić autorów o rasizm - te 22% ludzi nie potrafiących nic samodzielnie zrozumieć to liczba gigantyczna.

→ 1 CommentKategorie: Ameryka · Polityka

A teraz zróbmy z Obamy wariata

sierpień 3, 2008 · 1 komentarz

Ciąg dalszy zabawy z klipu z Paris, czyli reklamówka “The One”:

Oceniana przeze mnie jako słaba, bo tak przesadzona, że aż boli, zdobyła w ciągu doby pół miliona odsłon na YouTube. Więc to chyba jednak jest jakieś wydarzenie, choć będę się upierać, że daleko temu klipowi do “Celeb”.

→ 1 CommentKategorie: Ameryka · Polityka

Obama jak Paris i Britney

sierpień 2, 2008 · Liczba komentarzy: 2

Sztab Johna McCaina wypuścił reklamówkę, w której Barack Obama potraktowany został na równi z Britney Spears i Paris Hilton. Czy to już kampania?

Kilka dni temu czytałam u jak zawsze świetnego Wołejki o czarnej kampanii i na wspomnienie słów Karla Rove’a, który powiedział o Johnie Kerrym Kiedy skończymy, ludzie nie będą wiedzieć, po której stronie walczył w Wietnamie, aż mi się łezka w oku zakręciła. Bo to, co mamy teraz w Stanach przypomina jakieś wielkie kopanie ogórków, a nie prawdziwą kampanię. A już kiedy Obama wyjechał w swoją podróż życia do Europy i na Bliski Wschód, w mediach zrobiło się totalnie jednostajnie.

Kampanii nie było. Oczywiście, to Republikanie czekają. Czekają, bo mają mniej kasy. Czekają, bo nie mają powodu się spieszyć. Przed przypadającymi na przełom sierpnia i września wielkimi konwencjami obu partii nie ma sensu zaczynać wielkich manewrów, ponieważ wyborcy i tak większość z tego zapomną. A jednak dobijające było to wrażenie, że mamy do czynienia z plebiscytem. W mediach niepodzielnie królował Obama. McCain, jeśli już się pojawiał, to w charakterze chłopca do bicia. Wyciągano mu wszelkie możliwe pierdoły, jak choćby słynny już Viagra Moment.

Prawdziwej kampanii ze strony Republikanów nie było. Dlatego, jako zapowiedź takowej, cieszy mnie najnowsza reklamówka senatora z Arizony, zatytułowana “Celeb”. Obama został w niej potraktowany jak medialna gwiazdeczka nie najwyższych lotów. Dodatkowo wytknięto mu zamiar podniesienia podatków (swoją drogą, ktoś powinien wreszcie dokładnie podliczyć, ile będą kosztować podatnika te wszystkie piękne plany Demokratów – jak obowiązkowa opieka medyczna) i chęć postawienia nie na odwierty przy brzegach USA, lecz na ropę z zagranicy.

Najważniejszy element tego spotu to jednak nie zarzuty merytoryczne, ale te krótkie migawki, w których pojawiają się Barack Obama, Britney Spears i Paris Hilton, z towarzyszącym im hasłem z offu: Jest największą gwiazdą na świecie, ale czy jest gotowy, by zostać przywódcą?. Tak bezczelne porównanie do tego, co w show-biznesie najgorsze, wywołało już reakcje i liberalnych mediów, gdzie pojawiły się nawet zarzuty, że McCain to rasista, i Hollywood, które generalnie czuje się “poirytowane”, i rzecznika Obamy, który zabawnie złajał McCaina, że to wstyd, być dumnym z reklamówki z Britney i Paris. Zareagował wreszcie tatuś tej ostatniej, który pochwalił się mediom, że on zagłosuje na Republikanina. Do tego wszystkiego doszedł niewielki, ale jednak, skok McCaina w sondażach, który zapewne nie pozostaje bez związku z tym zagraniem.

Oczywiście, nie zamierzam zaprzeczać, że reklamówka jest prymitywna. Ale jaka ma być, skoro mają zrozumieć ją masy. Ważne, żeby w głowach części Amerykanów pojawiło się skojarzenie Obama = szmatławe gwiazdki, które nie mają nic poza własną buzią. Bo czym innym jest wypominać Obamie poparcie Hollywood – które jest pełne ludzi niekoniecznie może rozgarniętych, ale utalentowanych i pracowitych już tak – a czym innym pokazać go na tle tego, co w gwiazdorskim światku najgorsze.

Moim zdaniem udało się to całkiem nieźle. Czarna kampania republikańskich strategów ruszyła. Zobaczymy, czy okaże się skuteczniejsza niż wyczyny ludzi Hillary Clinton :)

→ 2 CommentsKategorie: Ameryka · Polityka

Kupiłam blog Pana P.

lipiec 31, 2008 · Brak komentarzy

Telewizor, internet, sklep monopolowy, a teraz księgarnie! Janusz Palikot straszy wszędzie.

A było to tak. Człowiek chodzi sobie spokojnie po dużej krakowskiej księgarni, takiej pełnej tych wszystkich kolorowych pierdół, z listą bestsellerów u wejścia. Na półkach same Marquezy, które przeczytał, Pahmuki, które przeczyta, ale nie teraz, Coelho, których nie przeczyta, bo i po co. Nuda, nuda, nuda. Ale człowiek nie ma co robić, ma co prawda spotkanie, ale dopiero za godzinę, gazety nie wziął, laptopa nie wziął, nawet głupi telefon się rozładował - więc nurza się i nurza w tej nudzie strasznej.

Już, już chce wychodzić nudzić się gdzie indziej, aż tu wzrok człowieka przykuwa to:

“Poletko Pana P.”. Wyłożone najbardziej szpanerskim miejscu, w okolicach najbardziej bestsellerowych bestsellerów. Człowiek bierze do ręki, za bardzo nie wiedząc, co wziął. Przegląda, przegląda i oczom nie wierzy. Bo to blog jest! Pan poseł od wibratora wydał swój blog w formie książki, konstatuje ze zdziwieniem człowiek.

Wpisy poukładane w rozdziały, rozdziały opatrzone słowem od autora, pod każdym wpisem podana liczba komentarzy czytelników. Lans jak się patrzy. Ale nie tylko. W książce Palikota czytelnik nawet nieuważny dostrzeże bogatą warstwę emocjonalną, dostarczającą wzruszeń nie gorszych niż te wszystkie Marquezy. Emocje prawdziwego Palikota. I to za jedyne 28 zł (choć internet mi mówi, że o parę złotówek przepłaciłam).

Najbardziej mnie w tym wszystkim dziwi jedno. Książka Palikota jest w księgarniach już co najmniej dwa miesiące. Do tej pory nie słyszałam o niej ani ja, ani nikt z ludzi, z którymi zdążyłam się moim zaskoczeniem podzielić. Po raz pierwszy pan poseł nie zadbał widać o należytą reklamę. Nie włożył koszulki, nie pokazał języka, nie strzelił z wibratora i pozostał niezauważony.

Książki nie przeczytałam i czytać nie zamierzam. Blog Palikota przeglądałam kiedyś dość uważnie, ze względu na pracę. Pomijając parę wyskoków, oceniałam go zawsze jako dobry. Często aktualizowany, pisany niezłą polszczyzną, z dopracowanym layoutem. Na tle blogów polskich polityków wyróżniał się. Widać, że poseł włożył w niego sporo pracy, szkoda, że przez głupie wyskoki zaprzepaścił efekty.

Teraz przeglądam “Poletko Pana P.” w wersji wydrukowanej, w każdym niemal komentarzu do rozdziału odnajdując skargę posła, że on taki biedny, nierozumiany, że robimy z niego klauna zamiast wysłuchać, co ma do powiedzenia, że on tylko prawdę mówi, że zmian chce, że to, tamto, sramto.

I myślę sobie, że z Pana P. mogło coś być, gdyby porzucił błazenadę i zajął się “Przyjaznym Państwem”. Naprawdę się zajął, a nie na niby. Tak jak przez pół roku udawało mu się systematycznie zajmować się swoim świętej pamięci blogiem. Może wtedy nie musiałabym się wstydzić, idąc z jego książką do kasy. Ani tłumaczyć, że kupiłam ją dla jaj.

→ Brak komentarzyKategorie: Cała reszta

Miesiąc

lipiec 25, 2008 · Brak komentarzy

Tak długiego milczenia tu jeszcze nie było. Zastanawiam sie, co dalej z Pazurkiem wordpressowym. Z jednej strony chciałabym co nieco tu odnowić i zaglądać częściej, zwłaszcza że kampania w USA w toku, z drugiej ciężko się za to zabrać, kiedy na Pingerze wszystko jest znacznie łatwiejsze i szybsze. Gdybyż tam jeszcze nie ginęły wpisy na temat wyborów w masie linków i pierdół.

Wygląda na to, że wrócić tak czy inaczej będzie trzeba. Tymczasem zapraszam na Daily Pazurek.

→ Brak komentarzyKategorie: Cała reszta

Ujawnić dane blogerów? A czemu nie?

czerwiec 24, 2008 · Liczba komentarzy: 6

UE zmusi blogerów, żeby ujawnili swoje dane, czytam dziś w sieci głosy oburzenia. Np. w Pardonie. Albo u Kota.

I nie rozumiem, o co ten krzyk. Jeśli coś piszę, podpisuję się pod tym. Można mnie wepchnąć w Google i sprawdzić, czy nie mam powiązań z jakąś grupą interesu, agencją PR-owską i nie wiadomo czym tam jeszcze. A przeciętnego blogera piszącego pod ksywką nie można, w każdym razie nie tak łatwo.

Być może “katalog blogów” z imionami, nazwiskami, numerami NIP i dowodów to za dużo. Ale np. przestępstwa w sieci powinno się móc łatwiej ścigać. I powinno się zadawać pytania wszystkim tym państwu z blogów typu “TuskWatch” - kim są i czyje interesy realizują. Zbyt często okazywało się, że anonimowy bloger opluwający jedną opcję polityczną jest człowiekiem wynajętym przez drugą opcję, a nie “zatroskanym obywatelem”.

Te wszystkie uwagi, rzecz jasna, dotyczy przede wszystkim blogów o charakterze politycznym. Choć problemem niewątpliwie też są np. popularne blogi o modzie, urodzie czy gadżetach, zawierające product placement. Ot, zwyczajnie, chciałabym wiedzieć, kto i za ile wykupił u nich reklamę. I co jest reklamą, a co nie jest.

Nie mam pojęcia, co z tym wszystkim zrobić i czy “katalog” jest słusznym rozwiązaniem. Ale nie widzę na razie lepszego.

→ 6 CommentsKategorie: Blogosfera

Ameryka żegna wielkiego dziennikarza

czerwiec 15, 2008 · Brak komentarzy

Puste krzesło w dzisiejszym “Meet the Press” w NBC. Przez 17 lat zajmował je Tim Russert, najlepszy bodaj komentator polityczny w amerykańskiej TV.

Zmarł w piątek na zawał, podczas przygotowywania programu. Miał zaledwie 58 lat. To wielki szok, zważywszy że jeszcze parę dni temu jak zwykle komentował prawybory. Bez niego i jego grillowania polityków ta kampania nie będzie już taka sama. Nie mam też pojęcia, czyje tezy będziemy wszyscy podkradać…

Ciepłe wspomnienie o Timie znajdziecie w Białym Domku. Zobaczcie też koniecznie, jak żegnali go koledzy z NBC:

A jeśli ktoś niespecjalnie kojarzy, kim jest ten pan – wrzućcie nazwisko w Google albo w YouTube. Obejrzyjcie kilka kawałków. Może też zobaczycie różnicę jakościową, jaka dzieliła tego pana i naszych przepytywaczy-propagandzistów pokroju Olejnik czy Lisa.

→ Brak komentarzyKategorie: Ameryka · Media

Teraz Obama

czerwiec 4, 2008 · Liczba komentarzy: 3

Uff, koniec prawyborów! Dobrze, bo już mnie ta zabawa zaczęła poważnie nużyć. A ostatni jej akt, wczorajszą Montanę i Daktotę Południową, w większości przespałam.

Zastanawiam się tylko, czego chce Hillary Clinton. Obama zapewnił już sobie nominację. Na jego stronę przeszli kolejni superdelegaci. Wszystkie, ale to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Demokraci właśnie wybrali pierwszego czarnego kandydata na prezydenta.

Ze sztabu Hillary tymczasem nadchodzą sprzeczne wieści. Najpierw miała powiedzieć, że się wycofuje. Potem to zdementowała. Potem kolejne przecieki dowodziły, że chce być wiceprezydentem. Sama nic w sumie nie powiedziała – tylko tyle, że dziękuje, gratuluje Obamie i że rywalizacja z nim była dla niej zaszczytem.

Pytanie, co dalej. Hillary nie zrezygnowała. Jeśli faktycznie chce wyciągnąć do Obamy rękę i sięgnąć po pozycję nr 2, będzie ciekawie. Z jednej strony, taki duet byłby niepokonany. Z drugiej, jeśli Obama propozycję przyjmie, to będą ciężkie dla niego 4 lata. Bo Hillary nie potrafi być numerem 2.

→ 3 CommentsKategorie: Ameryka · Polityka